Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fitness. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fitness. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 sierpnia 2013

Dzień 1.: Fit Test Najgorszy bieg w dziejach

Wyszłam z domu, żeby pobiegać, a ponieważ nie miałam ochoty na żadne bicie rekordów, zaczęłam bieg z postanowieniem, żeby zrobić jedynie minimum, które miałam w planie i to spokojnie, wolnym tempem, a potem wrócić do domu. Nie byłoby w tym nic złego, w końcu nie każdy dzień musi być dniem wielkich biegowych osiągnięć - problem polega na tym, że nie udało mi się wyrobić nawet tego głupiego minimum, mimo że wcześniej za każdym razem robiłam więcej, niż zakładał plan. Ten pamiętny bieg był gorszy niż mój pierwszy, a i tak byłam okropnie zmęczona. Wracając do domu (istny spacer wstydu), nie rozmyślałam nad tym, co mogło spowodować taki zły wynik, tylko co mogę zrobić, żeby to już się nie powtórzyło. Trening, który poprawi moją kondycję, wzmocni nogi i wyzwoli wewnętrznego wojownika? Insanity. Postanowione.

Dzień 2.: Plyometric Cardio Circuit

Insanity

Plyo, kochane Plyo. Ćwiczenia, na które można liczyć. ZAWSZE skopią ci tyłek. Możesz je zrobić milion razy, a i tak pozostają niezawodne. I jak tu ich nie kochać?

Mój tyłek został skopany już podczas rozgrzewki, ale odpoczęłam podczas rozciągania - tylko po to, żeby ćwiczenia zasadnicze mogły go skopać od nowa. Mówię poważnie. Nie mam pojęcia, ile razy upadłam na ziemię, próbując zrobić pompkę, ale na pewno dużo. Nie mam też pojęcia, ile razy musiałam się wycierać ręcznikiem, żeby się nie utopić we własnym pocie (co ja mówię? Kobiety się nie pocą, kobiety błyszczą) - w każdym razie pod koniec był bardzo mokry. Nie mam pojęcia, ile razy miałam ochotę zabić Shauna, ale układałam plany zbrodni, starając się nie myśleć o tym, jak bardzo jestem zmęczona.

Wiem za to, że skończyłam ten trening, leżąc na ziemi, nie mając siły nawet na podniesienie rąk do góry. I że moje nogi trzęsły się jak samochód, który nie może odpalić (autentyczne skojarzenie, być może takie rzeczy przychodziły mi do głowy ze zmęczenia). I że musiałam suszyć włosy suszarką, bo były tak mokre. I że CHCĘ WIĘCEJ.

Dzień 3.: Cardio Power & Resistance 
Insanity

Te ćwiczenia też kocham. Mimo tego, że przypominają mi o tym, jak bardzo słabe są moje ręce. A może właśnie dlatego - w końcu to szansa, żeby się wreszcie wzmocniły.

Dzień 4.: Cardio Recovery

Insanity 

W szkole uczono mnie, że "recovery" znaczy "regeneracja". Oszukali mnie, bo te ćwiczenia nie mają dużo wspólnego z regeneracją. Na pewno nie dla moich łydek, nękanych potwornymi zakwasami. Za tydzień pewnie zmienię zdanie, ale dziś... Ałć!

Dzień 5.: Pure Cardio Cardio Abs

Insanity

Zakwasy w łydkach nie dawały mi żyć. Nie było mowy, żebym dała radę zrobić Pure Cardio, więc postawiłam na coś, co nie będzie wymagać pracy nóg. Przynajmniej wydawało mi się, że nie będzie, ale rozgrzewka zgniotła moje nadzieje w proch. Mimo wszystko - zrobiłam ją, w wersji bardzo zmodyfikowanej, ale zrobiłam. Potem nastąpiły ćwiczenia zasadnicze, które oszczędziły moje łydki... i brzuch niestety też. Tylko tyle masz mi do zaoferowania, Shaun?!

Dzień 6.: Plyometric Cardio Circuit

Insanity

 Byłam w samym środku rozdziału "Targowiska Próżności", wciągającego, ciekawego, pięknie napisanego rozdziału, gdy nastała pora ćwiczeń. Nie muszę chyba mówić, że mi się nie chciało. Nie miałam najmniejszej ochoty na ćwiczenia, ale miałam ochotę na to, że móc biegać dalej i szybciej, więc ruszyłam tyłek i zaczęłam ćwiczyć. Rozgrzewka - nudy, nudy, nudy. Z trudem przez nią przebrnęłam, ale kiedy tylko skończyłam i poleciały pierwsze krople potu, włączyło się "Warrior Mode". Ooo tak, dzisiaj byłam wojownikiem. Wojownikiem, który cały czas dawał z siebie wszystko i ukończył ćwiczenia z dumą. A na dodatek - na stojąco. Cóż mogę powiedzieć - kondycha się poprawia!

Dzień 7.: Rest Day

Nudzę się... Kiedy następny trening?

niedziela, 25 sierpnia 2013

Jak poradzić sobie z zakwasami?

Źródło: wehearit.com

Jak powstają zakwasy?
Nazwa "zakwasy" pochodzi od kwasu mlekowego, który pierwotnie był uważany za ich przyczynę. Obecnie wiemy, że podczas intensywnego wysiłku, gdy nasze mięśnie nie dostają wystarczająco dużo zachodzi proces fermentacji mlekowej, w skutek której wydziela się kwas mlekowy, ale już po około godzinie jego poziom w organizmie wraca do normy. Co więc jest przyczyną zakwasów? Nic związanego z kwasem, więc ta nazwa przestaje być sensowna - powinniśmy używać terminu "opóźniona bolesność mięśniowa" (DOMS - Delayed Oneset Muscle Soreness).

W latach 80. przeprowadzono badania, które potwierdziły, iż po ekstremalnym wysiłku 20-30% włókien mięśniowych zostaje uszkodzonych. Uszkodzenia te (mikro-urazy) prowadzą do tzw. reakcji wtórnych, prowadzących do wrażliwości na ucisk, obrzęków, napięcia, sztywności i osłabienia, które my odczuwamy najczęściej następnego dnia (po nocnym odpoczynku) jako ból mięśni.

Jak zapobiegać? 
  • rozgrzewka - mam nadzieję, że konieczność wykonywania rozgrzewki przed ćwiczeniami jest dla każdego jasna jak Słońce. Intensywny wysiłek powinna poprzedzać intensywna rozgrzewka.
  • odpowiednia intensywność treningu - nie porywajmy się z motyką na słońce. Jeśli do tej pory nie ćwiczyłaś albo miałaś długą przerwę w treningach - zacznij od mniej intensywnego treningu, dostosowanego do Twoich możliwości.
  • cool-down - intensywnego treningu nie kończymy nagle, tylko wykonujemy ćwiczenia o coraz mniejszej intensywności aż do spoczynku.
Jak leczyć?
Przekopałam chyba cały Internet w poszukiwaniu sposobów na zakwasy, przetestowałam wszystkie, ale nic nie jest w stanie poradzić sobie z moimi obolałymi łydkami (Insanity dało mi najgorsze zakwasy życia). Wygląda jednak na to, że jestem jakimś patologicznym przypadkiem, bo ludzie zachwalają te sposoby, mówiąc, że pomogły im rozprawić się z uporczywymi zakwasami. Więc co takiego może (ale nie w każdym przypadku, niestety) nam pomóc?
  • gorąca kąpiel (lub sauna)
  • masaż sportowy
  • maści rozgrzewające
  • odpoczynek (sen)
  • zbilansowana dieta (zapewniająca białko, tłuszcze i węglowodany, z naciskiem na białko)

A co z treningiem? Tej kwestii dalej nie rozwiązałam, ponieważ opinie są skrajnie różne. Jedni mówią, że zakwasy należy rozćwiczyć, a inni - dać odpocząć. Mnie od dziecka przekonywano do tej pierwszej metody, ale teraz nie jestem taka pewna. W każdym razie nie mam zamiaru się obijać z powodu zakwasów - jeśli ból łydek nie ustąpi (no bo ileż można?!), to poćwiczę tylko górną część ciała.

wtorek, 20 sierpnia 2013

Muszę przyznać, że tytuł ćwiczeń od początku brzmiał obiecująco. Wszystko, co dobre w starym, klasycznym callaneticsie, udoskonalone dzięki nauce i technice. Tak mniej więcej to sobie wyobrażałam. Czy miałam rację?

Źródło: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10151412883210252&set=a.10151412883200252.830827.467185065251&type=3&theater

Prowadząca. Wszystkie wiemy, że trenerka odrywa dużą rolę podczas ćwiczenia z płytą. CE niestety nie jest prowadzone przez Callan i za to ma u mnie minusa - ale to tylko moje bardzo subiektywne odczucie, bo z jakiegoś powodu odczuwam dużą sympatię względem Callan i zawsze umila mi ćwiczenia (pewnie dlatego, że wyobrażam sobie, iż jestem jedną z uczennic, które przychodziły do jej attelier na dachu nowojorskiego wieżowca paręnaście lat temu... Bardzo chciałabym mieć do tego okazję). Ten program prowadzi Sandra Hanna, którą również bardzo polubiłam, ale to jednak nie Callan. Towarzyszą jej trzy inne trenerki: Judy, McKenzie i Karen.

Obecność tych trenerek jest dużym plusem - pokazują trzy różne poziomy zaawansowania, czego w oryginalnym wideo brakowało. Kolejną oznaką "ewolucji" są dwa nowe typy ruchów. W wideo z Callan pojawiały się tylko ruchy przód-tył/góra-dół. Teraz mamy do wyboru jeszcze ruch "obrotowy" i "spiralny" (chodzi o delikatne, pulsacyjne ruchy, które są podstawą callaneticsu). Trzecia rzecz - nieustanne przypominanie o angażowaniu mięśni przepony miednicznej. Podejrzewam, że ma to na celu zmniejszenie bólów miesiączkowych, a ponieważ ja takowych nie miewam, to trochę mi to przeszkadzało. Nie spotkałam się z tym przy żadnym innym programie, więc po prostu wydaje mi się to dziwne.


Bardzo podoba mi się to, że w pakiecie z ćwiczeniami dostajemy kilka ciekawych filmików: filmik wprowadzający, filmik pokazujący, jak wprowadzić callanetics do codziennych ruchów oraz filmik przedstawiający koncepcję callaneticsu, w którym Sandra tłumaczy m.in. jak wykonywać poszczególne pulsacyjne ruchy i dlaczego angażowanie mięśni miednicy jest takie ważne - ja niestety mam tylko część z ćwiczeniami, a bardzo chciałabym się dowiedzieć, o co chodzi z tą miednicą.

W CE ćwiczenia są rozłożone całkiem inaczej niż w oryginale:
  • rozgrzewka: bardzo podobna do tej z "10 years younger in 10 hours".
  • ćwiczenia na nogi: zawierają nie tylko ćwiczenia zasadnicze, ale też rozciąganie.
  • ćwiczenia na biodra i dolną część pleców: właściwie są to wariacje ćwiczeń z klasycznego programu, również i jedno zupełnie nowe. I przed, i po, i między ćwiczeniami mamy rozciąganie tych części ciała.
  • ćwiczenia na miednicę i uda: przynajmniej tak je nazywają... Dla mnie to pomieszanie z poplątaniem: dwa ćwiczenia na miednicę i uda (bardzo podobne do ćwiczeń z Callan), rozciąganie, ćwiczenie na tricepsy, kolejne ćwiczenie na miednicę i uda oraz jeszcze jedno rozciąganie.
  • ćwiczenia na brzuch: poprzedzone i zakończone rozciąganiem. To moja ulubiona część całego programu. Są zupełnie inne, niż ćwiczenia z "10 years younger in 20 hours" i, muszę przyznać, dużo lepsze - ciekawsze i skuteczniejsze. W tej części znajduje się też kolejne ćwiczenie na tricepsy. Nie wiem, czemu są tak pomieszane, ale dobrze, że w ogóle są - w oryginalnym wideo było tylko jedno, podczas rozgrzewki.
  • końcowe rozciąganie 
Ciężko mi powiedzieć, czy lepsze są oryginalne ćwiczenia, czy ich wyewoluowana wersja. Jak już pisałam, ćwiczenia na brzuch są niewątpliwie lepsze (teraz, gdy ćwiczę z Callan, wykonuję te ćwiczenia zamiast tych, które lecą na ekranie). Świetne są też ćwiczenia rozciągające - większość z nich włączyłam do mojego pobiegowego rozciągania.

Generalnie ćwiczeń jest więcej, ale za to poszczególne pozycje utrzymuje się krócej. Zapewne z tego powodu nie ma licznika, który odliczałby czas, ale dla mnie jest to minusem, ponieważ wprowadza wrażenie chaosu. Między innymi dlatego ciężko mi było podzielić program na poszczególne sekcje.

Do wykonywania tych ćwiczeń nie potrzeba specjalnych przyrządów - tak samo jak do wykonywania "10in10". Ja nie używałam niczego, ale dużo lepiej ćwiczyłoby mi się z matą. Oprócz tego przyda się coś do oparcia rąk podczas wykonywania ćwiczeń na nogi. Początkujący mogą zaopatrzyć się z poduszkę, natomiast zaawansowani w lekkie ciężarki (w filmie używają takich w kształcie kuli, ale nigdzie nie takich nie widziałam).

Jak widzicie, program ten ma zarówno swoje wady jak i zalety. Ciężko by mi było wybrać między nim, a "10 years younger in 10 hours", gdyby nie dwie rzeczy: pierwsza jest taka, że CE mnie zwyczajnie nudziło (czytaj: bardzo mi się dłużyło), a druga to efekty. Po "10in10" były szybsze i dużo bardziej widoczne.

Źródło: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10151799586740252&set=a.10151412883200252.830827.467185065251&type=3&theater

Powyższe zdjęcie przedstawia efekt po 12-15 treningach (znalezione na stronie Sandry), więc nie jest tak, że te ćwiczenia dają gorsze rezultaty - chyba tylko na mnie tak zadziałały. Niemniej jednak z tego (głównie) powodu nie mam zamiaru wracać do CE i pozostanę przy moim ukochanym callaneticsie z Callan.

niedziela, 26 maja 2013

Program Ripped in 30 skończyłam 11 maja, a do tej pory nie napisałam, co sądzę o ostatnim levelu. Właściwie po takim czasie ciężko mi będzie cokolwiek opisać. Jedyne co pamiętam, to fantastyczne uczucie towarzyszące mi od samego początku.

Mówiłam już, że Jillian jest mistrzynią w wymyślaniu ciekawych ćwiczeń, a tu przeszła samą siebie. Co drugie ćwiczenie wywoływało na mojej twarzy taki uśmiech, jak paczka cukierków na twarzy pięciolatka (porównanie zaczerpnięte z codziennych obserwacji mojego młodszego brata). Mimo tego, że ćwiczenia były naprawdę trudne i męczące, to nie mogłam przestać się śmiać sama do siebie.

Bardzo spodobała mi się też końcowa przemowa Jillian. Oczywiście, jest pełna patosu i wielkich słów, ale do mnie trafiła i lubiłam sobie leżeć na podłodze po skończonych ćwiczeniach, próbując złapać oddech i słuchać jej słów.

O 'Workout 4' nazywanym przez Jillian 'the mother of all workouts' nie mogę powiedzieć nic złego.

Na różowo zaznaczyłam feralny Tydzień 2.

A skoro Ripped in 30 skończyłam już dość dawno, to wypadałoby napisać kilka słów podsumowania. Jednak zdecydowałam się z tym wstrzymać... jeszcze jeden miesiąc.

A oto dlaczego: pokochałam Ri30 całym sercem i każda minuta spędzona na ćwiczeniach była dla mnie przyjemnością. Warto by było ćwiczyć, nawet gdybym nie miała mieć żadnych efektów. Tego jednak nie mogę powiedzieć, bo widzę zmianę w swoim ciele, z tym że niewielką. Strasznie żałuję, że nie wykorzystałam tego miesiąca - oczywiście chodzi mi o dietę...

Nie jest tak, że się nie starałam. Po prostu mam tak, że niszczę wszystko, co sobie wypracuję. A  chciałabym zobaczyć, jakie efekty potrafi dać mi ćwiczenie z Jillian przy odpowiedniej diecie (wiem, że u innych je widać - TU i TU zebrałam różne metamorfozy).  Dlatego postanowiłam zacząć Ripped in 30 od nowa, ale tym razem przykładając dużą wagę do odżywiania. Normalnie nie zdobyłabym się na powtórzenie żadnego programu od początku, ale Ri30 to naprawdę coś, co kocham. Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że odkryłam coś, co pasuje mi w 100%.


Tym, którzy nie do końca wiedzą, o co chodzi, polecam obejrzeć trailery. Ostrzegam jednak, że od oglądania zachce Wam się ćwiczyć!


Drugi, moim  zdaniem bardziej motywujący, pochodzi ze strony Jillian (KLIK, KILK)

piątek, 3 maja 2013

Tumblrowe wyzwania

Na pewno wszyscy znacie squatowe wyzwanie, bo pisał o nim już prawie każdy i prawie każdy się go podjął. Ja nie próbowałam, bo jakoś mnie to nie kręci, ale to nie znaczy, że w ogóle nie lubię takich wyzwań. Dzisiaj znalazłam coś dla siebie i dla tych, którym squat challange przypadł do gustu.

Zacznijmy od tego:


Jeśli zwykłą edycję wyzwania squatowego (w internecie można znaleźć wiele różnych wersji graficznych, ale treść jest zazwyczaj ta sama) macie za sobą, to może jesteście gotowe na coś znacznie cięższego? Squateggedon to zdecydowanie rzecz dla zaawansowanych i ambitnych, ale pamiętajcie, że pośladki kochają squaty, a wszyscy kochają okrągłe pośladki! Czy wśród moich czytelników znajdzie się jakiś odważny ochotnik? :)

Wśród tumblrowych zdjęć odkopałam też to:


Taki jest właśnie efekt robienia squatów przez miesiąc w znacznie mniejszej ilości, niż zakłada squateggedon. Od razu widać, że warto!

A teraz kolejny czalendż. Nie ma tu takich imponujących liczb jak w poprzednim, ale jeśli uda mi się wykonać go w całości, według planu, to będę w siebie niesamowicie dumna. O czym mowa? O czymś, co może okazać się zbawienne dla moich witek (czyt. bardzo słabych rękach). Panie i panowie, trzydziestodniowe wyzwanie pompkowe dla początkujących!


Nie zauważyłam wcześniej, że pani z obrazka jest naga, ale cóż... Autorka tego wyzwania jest podpisana powyżej, więc jeśli ktoś się czuję zgorszony, to wiecie gdzie komu się wyżalić :) A jeśli ktoś jest zażenowany proponowaną tutaj ilością pompek, niech wie, że ja czuję to samo. No ale co mogę zrobić? Biorę się do roboty, a za miesiąc będę mogła podjąć się czegoś większego.

wtorek, 23 kwietnia 2013

Dzisiaj chciałam zapoznać Was z bardzo ciekawym programem treningowym, który dość dawno temu znalazłam na You Tubie. Aktualnie robię Ripped in 30, który bardzo mi się podoba (już nieraz to mówiłam), ale po jego skończeniu nie mam ochoty zaczynać kolejnego z góry ustalonego programu, bo mam ochotę się trochę pobawić treningami.



Gdybym jednak chciała czegoś konkretnego, to na pewno wzięłabym pod uwagę program BE FIT IN 90 dostępny całkowicie za darmo na yt. Bardzo podoba mi się pomysł i jego realizacja - na każdy dzień mamy przygotowany osobny zestaw filmikówm ułożonych w playlisty. Wszystkie znajdują się na jednym youtubowym kanale, który jest w całości poświęcony temu treningowi, tak więc nie ma tam żadnych "zaśmiecających" treści i wszystko jest bardzo przejrzyste. W dni odpoczynku również warto zaglądać BeFitin90 Channel, aby obejrzeć filmiki ze wskazówkami dla trenujących - truizmy dla fitnessowych wyjadaczy, ale osób zaczynających swoją przygodę mogą okazać się cenne *

Jeśli ktoś zdecyduje się na ten program, to czeka go 35 minut ćwiczeń, 5 dni w tygodniu.

Kolejnym plusem tego programu jest różnorodność. Jeśli ktoś dopiero zaczyna ćwiczyć i nie zdążył się rozkochać w aktywności fizycznej, to różnorodne ćwiczenia są ważne, bo na początku łatwo się znudzić. Przyjrzałam się playlistom przygotowanym na fazę I i wygląda to tak, że na każdy dzień mamy przygotowaną rozgrzewkę, ćwiczenia na konkretną partię ciała, ćwiczenia cardio (lub ćwiczenia na kolejną partię ciała) i cooldown na osobnych filmikach, którymi autorzy żonglują w ciekawy sposób.

90 dni (bo tyle trwa program, czego łatwo się domyślić po jego nazwie) podzielono na 3 fazy, które są coraz bardziej intensywne. W Internecie można znaleźć wiele pozytywnych opinii na temat tego programu, ale żadnych zdjęć before&after. Nie jest to zbyt popularny program, więc nie ma się co dziwić. Jednak dużo osób pisze, że traci w obwodach, niektórzy nawet po 10 dniach.

* Napisałam "dla osób zaczynających swoją przygodę" (z fitnessem), ale nie znaczy to, że jest to program dla osób zupełnie bez formy. Widać, że już od początku ćwiczenia są angażujące, więc troszkę formy trzeba mieć. Nie wydaje mi się, że przed rozpoczęciem BFi90 trzeba mieć na koncie kilka innych programów treningowych, ale dla kanapowców przez całe życie raczej się nie nada.

Czy jest wśród Was ktoś, kto ćwiczył z Samanthą Clayton i Garretem Amerinem? A może ktoś zainteresował się ich ćwiczeniami i ma ochotę podjąć wyzwanie Be fit in 90? Z chęcią poznałabym opinię kogoś, kto przetestował ich trening na sobie :)

poniedziałek, 4 marca 2013

1) Wyznacz sobie fitnessowy cel i zapisz go.

2) Planuj swoje ćwiczenia na każdy tydzień. Bądź dokładna co tego, co będziesz robić i o jakiej godzinie.

3) Dostosuj swój plan dnia tak, żeby mieć czas na ćwiczenia.

4) Znasz siebie, swoje upodobania i siłę. Jeśli nie jesteś rannym ptaszkiem, nie wmawiaj sobie, że będziesz ćwiczyć codziennie o 5 rano. Wiesz, że tak się nie stanie.

5) Umów się z przyjacielem na spacer, jogging, rower albo wspólne wyjście na siłownię. Wtedy na pewno nie odpuścić, bo nie wystawisz przecież przyjaciela.

6) Przedstaw się komuś na zajęciach (np. prowadzącej) i powiedz "Do zobaczenia w przyszłym tygodniu!". Wtedy będziesz się czuła zobowiązana do przyjścia.

7) Trzymaj ubrania i buty na siłownię w samochodzie lub przy drzwiach. Bycie przygotowanym to już połowa!

8) Pomyśl o dwóch nagrodach, które możesz sobie zafundować w zamian za trzymania się planu. Jedna z tych nagród może być dużo fajniejsza i zdobędziesz ją nie pomijając żadnego treningu.

Źródła: Harvard Health i Cleveland Clinic

A teraz kilka moich trików :)

9) Znajdź coś co lubisz - nie mówisz ćwiczyć z Ewką, tylko dlatego, że jest popularna. Może bardziej odpowiada Ci sposób, w jaki prowadzą swoje ćwiczenia Jillian Michaels albo Chalene Johnson? A może w ogóle nie lubisz ćwiczyć z filmikami, tylko wolisz sama? Pamiętaj, że każdy ruch jest dobry :)


10) Tylko pozytywne nastawienie! Nie traktuj ćwiczeń jako nieprzyjemnego obowiązku! Kiedy już znajdziesz to, co lubisz, na pewno będzie Ci łatwiej ćwiczyć regularnie, ale możesz sobie trochę pomóc, wmawiając sobie to czy owo... Sprawdziłam na sobie - jeśli często będę sobie powtarzać, że już nie mogę się doczekać następnego treningu, nawet jeśli nie  jest to do końca prawdą, to po pewnym czasie w to uwierzę i faktycznie będę z niecierpliwością wyczekiwać treningowej pory :)


11) Motywuj się! Na każdego działa co innego, więc warto poświęcić chwilę na stworzenie swojego własnego folderu z motywacjami, tablicy/kolażu, listy swoich własnych powodów, playlisty z motywującą muzyką - cokolwiek działa na Ciebie!

12) Jeśli prowadzisz bloga, regularnie dodawaj tabelki z wykonanymi przez Ciebie ćwiczeniami. Ameryki raczej nie odkryłam, bo chyba każda fitnessowa blogerka takie prowadzi, ale odkąd ja zaczęłam (jeszcze żadnej nie opublikowałam), to mam ochotę robić więcej i więcej, żebym była dumna ze swoich statystyk, kiedy nadjedzie moment ich publikacji.


13) Jeśli prowadzisz taką tabelkę lub zapisujesz swoje ćwiczenia gdziekolwiek indziej, a nie chce Ci się zabrać za trening - napisz, że wykonałaś jakieś ćwiczenia danego dnia. Być może kiedy zobaczysz jak świetnie wygląda tabelka (czy cokolwiek innego), wstąpi w Ciebie motywacja, żeby faktycznie zrobić to, co zapisałaś. Zresztą, jakby to wyglądało, gdybyś je tak po prostu skreśliła?

14) W punkcie drugim było napisane, że dobrze jest planować co DOKŁADNIE będziesz robić, ale może to na Ciebie nie działa? Ja, na przykład, wolę zapisywać, co chcę w danym tygodniu zrobić, a potem robić to, kiedy mam ochotę. Dobrze jest też, kiedy zaplanujesz sobie trening cardio, a o tym, co dokładnie będzie robić, zdecydujesz kiedy przyjdzie pora na ćwiczenia.

15) Masz okropny humor? Stresujący dzień? Jesteś potwornie zła? Potraktuj trening jako "odstresowywacz". Wyładuj całą złą energię podczas ćwiczeń. Na mnie najlepiej działają wtedy wyczerpujące, niemal agresywne treningi, w których pojawia się dużo boksowania, kopania i skoków.

16) Jeśli nie chce Ci się ćwiczyć, bo jest Ci smutno, to spróbuj czegoś pozytywnego z pełną energii trenerką, np. któryś z programów Chalene Johnson (Turbo Jam albo Turbo Fire).

17) Zniechęca Cię perspektywa 40-minutowego treningu? Powiedz sobie, że dzisiaj zrobisz tylko 15 min. W końcu lepsze to niż nic, prawda? Ja robiłam tak wiele razy i jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się faktycznie zrobić tylko 15 minut, bo potem już się chce więcej i więcej!

18) Załóż strój sportowy. Noszenie sportowego biustonosza, dresów i butów treningowych już do czegoś zobowiązuje.


19) Just do it! Czasem warto po prostu przestać narzekać i szukać wymówek, a zamiast tego brać się do roboty! Jeśli sobie postanowiłaś, że będziesz ćwiczyć 5 razy w tygodniu, to bierzesz się w garść i ćwiczysz te 5 razy w tygodniu, nie ma że boli! Takiego twardego podejścia nauczyłam się od Laury Harris, polecam zajrzeć na jej tumbrla.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Pupa i nogi idealne



 Oto dwa zdjęcia, które możemy zobaczyć w przerwach między ćwiczeniami "10 years younger i 10 hours".



Linia na pierwszym zdjęciu pokazuje, gdzie powinna zaczynać się pupa. Callan dodaje, że jej pośladki zaczynają się wyżej oraz że w callaneticsie nie stosuje się żadnych wzorców, a jedynie kontroluje postęp. Jak widać, nie warto się przejmować, jeśli nasze pośladki nie są wzorcowe. Zresztą, wydaje mi się, że ten wyznacznik jest dosyć przestarzały i teraz upodobania, co do wyglądu pośladków nieco się zmieniły. Wystarczy poszperać w internecie i znaleźć zdjęcia obecnej miss pośladków, żeby się o tym przekonać.









To zdjęcie Laury Harris, wzięte z jej tumbrla. Jeśli miałabym wybrać pośladki idealne, to te znalazłyby się na liście kandydatów, natomiast te z powyższego zdjęcia raczej nie.


































To zdjęcie przedstawia nogi idealne, a strzałki wskazują miejsca, w których powinny się one stykać: kostki, środkowa część łydek, kolana i górna część ud.



Chociaż nogi ze zdjęcia wyglądają całkiem ładnie, to ja nie czułabym się komfortowo, jeśli moje nogi stykałyby się w górnej części ud. Aktualnie moje uda stykają się całkowicie (za to łydki stykają się w pokazanych miejscach), ale chciałabym, żeby nie stykały się w ogóle.












W internecie można znaleźć tyle zdjęć pięknych nóg, że ciężko jest wybrać najładniejsze. Tak samo jak w przypadku pośladków - dla mnie nie ma nic takiego jak ideał, ponieważ każde nogi i każde pośladki są na swój sposób piękne (pod warunkiem, że są zadbane!). Wybrałam to zdjęcie, żeby nikt nie pomyślał, że dążę do wychudzonych, patykowatych nóg, bo napisałam, że nie chcę, żeby się stykały.






A jaki jest Wasz typ? Chciałybyście, żeby Wasze ciała bardziej przypominały te pokazywane przez Callan, czy te proponowane przeze mnie?

piątek, 11 stycznia 2013

Jakiś czas temu przeczytałam gdzieś, że ćwiczenia callanetics dają naprawdę imponujące rezultaty. Kuszono mnie obietnicami, że efekty widać już po kilku godzinach... Trochę się ociągałam, bo niby miałam zrobić te 100 dni z Ewą Chodakowską, ale stwierdziłam, że nie będę się zmuszać, skoro ćwiczenia Ewy nie dają mi radości. Efekty, które widziałam u innych przez jakiś czas mnie motywowały, ale, jak się okazało, efekty po callanetics nie są wcale gorsze... Ba! Po 10 treningach mogę powiedzieć, że są o niebo lepsze! Oto moje spostrzeżenia:

Po pierwszej godzinie: frustracja połączona z nieziemską motywacją
Po drugiej godzinie: wyraźnie mocniejsze mięśnie, znacznie bardziej "zbity" tłuszcz
Po trzeciej godzinie: zachwyt nad twardością własnych mięśni oraz większa swoboda w wykonywaniu ćwiczeń
Po czwartej godzinie: ładniej ukształtowane łydki i cudownie napięta skóra
Po piątej godzinie: kształtniejsze uda
Po szóstej godzinie: ładniejszy kształt pośladków
Po siódmej godzinie: węższa talia
Po ósmej godzinie: mniejsze boczki
Po dziesiątej godzinie: zupełnie inne ciało! 

Ćwiczenia te nie spalają tłuszczu, ale za to zmuszają do pracy najmniejsze mięśnie, dzięki czemu modelują ciało. W książce Callan możemy przeczytać: "...jeśli nie schudniemy nawet o jeden kilogram, to z pewnością niezbędny będzie zakup odzieży o dwa numery mniejszej! Jeśli zaś uda się komuś schudnąć np. o pięć kilogramów, to będzie to wyglądać na co najmniej dziesięć!" Ciężko mi opisać efekt, ponieważ się wcale nie mierzyłam ani nie zrobiłam zdjęć, ale nie musicie mi wierzyć na słowo. Poniżej znajdziecie parę przykładów metamorfoz o - tyle imponujących, że dokonały się w naprawdę krótkim czasie.









 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...