czwartek, 29 sierpnia 2013

e
Źródło: weheartit.com
14 kg w 144 dni
FAZA PIERWSZA:
regularity is the key

 28 sierpnia - 14 sierpnia
Moim celem na te 18 dni jest trzymanie się zasad z FAZY ZERO, które wpoiłam w siebie na tyle, że nie będzie to trudne - właściwie większość jedzeniowych wyborów robię już automatycznie i nie muszę się stale kontrolować. Jest tylko jedna rzecz, właściwie dwie, nad którymi muszę popracować - regularność posiłków i niejedzenie przed snem - to, co w poprzedniej fazie nie wyszło zbyt dobrze. W roku szkolnym, który jest tuż tuż, będzie o to łatwiej - wstawanie codziennie o tej samej godzinie, chodzenie spać codziennie prawie o tej samej godzinie, dużo zajęć, które trzymają z dala od podjadania znacznie upraszczają sprawę.

Jest też jedna rzecz, o której, nie wiedzieć czemu, nie pomyślałam na początku - dzienniczek żywieniowy. Mam zamiar skrupulatnie prowadzić go przez następne 18 dni, a nawet więcej, żeby widzieć czarno na białym zarówno dobre rzeczy w mojej diecie, jak i błędy.
Źródło: weheartit.com
 

środa, 28 sierpnia 2013

Źródło: weheartit.com

A więc dzisiaj o gorzkiej czekoladzie - wiem, że mleczna czy też biała cieszą się większym powodzeniem, ale nie mają one tak dobrego wpływu na nasze zdrowie i urodę, dlatego mam nadzieję, że po przeczytaniu tego wpisu, przeciwnicy gorzkiej czekolady nauczą się ją kochać.

Źródło: hellozdrowie.pl

Gorzka vs. mleczna

Co prawda gorzka czekolada ma więcej kalorii i więcej tłuszczu, niż mleczna, ale za to jest bogatsza w nienasycone kwasy tłuszczowe, zawiera 4 razy więcej błonnika, niemal 5 razy więcej żelaza, około 3 razy więcej magnezu, 2 razy więcej potasu, o połowę więcej cynku i więcej fosforu.

W mlecznej natomiast znajdziemy 2 razy więcej cukru, około 4 razy więcej sodu i aż 10 razy więcej złego cholesterolu.
 
Jak widać na obrazku obok, najmniej zdrową opcją jest biała czekolada, ale... czy kogoś to dziwi?





Gorzka czekolada a uroda
Na pewno słyszałyście kiedyś, że czekolada źle wpływa na cerę albo może same zaobserwowałyście takie zjawisko. Cóż, nie jest to potwierdzone naukowo, wiemy natomiast, że spożywanie umiarkowanych ilości gorzkiej wpływa pozytywnie na skórę - chroni ją przed szkodliwym działaniem słońca i poprawia jej kondycję, dzięki sporym ilościom flawonoidów. Ponadto zapobiega starzeniu się skóry, dzięki dużym ilościom antyoksydantów.

Czekolada może też pomóc w procesie odchudzania - jak mówią naukowcy z Kopenhagi, gorzka czekolada wywołuje uczucie sytości i zmniejsza apetyt na tłuste, słodkie i słone pokarmy.

Na zdrowie! 
Dobra na serce - badania naukowców z Harvardu wykazały, że zjadając 28-60g gorzkiej czekolady miesięcznie, obniżamy ryzyko zgonu z powodu niewydolności serca o 32%. Te same antyoksydanty, które są zbawienne dla naszej cery, są również odpowiedzialne za spadek złego cholesterolu oraz hamowanie agregacji płytek krwi i odkładania się płytek miażdżycowych. Ponadto zapobiega zakrzepom i obniża ciśnienie krwi.

Dobra dla mózgu - badania przeprowadzone na prawie 45 tysiącach osób wykazały, że już jedna porcja gorzkiej czekolady tygodniowo obniża ryzyko udaru mózgu o 22%. Udowodniono również, że zwiększa funkcje poznawcze u osób starszych - hamuje rozwój demencji i zmniejsza ryzyko Alzheimera.

Źródło: weheartit.com

Zakochaj się w czekoladzie!
W czekoladzie zawarta jest fenyloetyloamina, czyli "hormon szczęścia" odpowiadający za uczucie zakochania, dlatego już sam jej zapach poprawia nastrój :) Już nieduże ilości czekolady są w stanie poradzić sobie z zespołem napięcia przedmiesiączkowego, ponieważ wyrównują poziom serotoniny.

OSTRZEŻENIE: czekolada może wprowadzić w stan odurzenia narkotykowego - wystarczy 110 tabliczek!

Źródło: weheartit.com


Jak wybierać czekoladę?
Nie kupujmy czekolad, które mają poniżej 70% procent kakao. Oczywiście, im więcej tym lepiej, ale zazwyczaj te o większej zawartości kakao to czekolady z wyższej półki, za które musimy zapłacić co najmniej 2 razy więcej. Ja bardzo lubię, kiedy czekolada ma 90% kakao i jestem skłonna wydać na taką więcej, zwłaszcza, że i tak jem ją w małych ilościach i jedna tabliczka starcza na bardzo długo.

I jeszcze jedna ważna sprawa - nie dajcie się nabrać na żadne "light", "fit" czy też "lekka" - zwykłe oszustwo.







Ps. Przepraszam za tak bogate zilustrowanie wpisu (czy też macie teraz ochotę na czekoladę?), ale oprócz tych wszystkich zalet, czekolada jest też bardzo fotogeniczna!

Ps.2. Jeśli szukacie porządnej dawki motywacji, zapraszam na mojego TUMBLRA, gdzie codziennie dodaję nowe fit-inspiracje.

Źródła:
http://natemat.pl/57705,jedz-gorzka-czekolade-codziennie-zachowasz-zdrowie-i-mlodosc
http://www.hellozdrowie.pl/jedzenie/slodka-prawda-o-gorzkiej-czekoladzie/strona/3
http://www.digest.com.pl/gorzka-czekolada-leczy
http://24.media.tumblr.com/e4bd0469190a2f9d6d28b6a434dbb15/tumblr_mrm9mpQv1H1rjpm4uo1_500.jpg
http://24.media.tumblr.com/7a1c601bbbf1d75e24c58422582567aa/tumblr_mrm9mpQv1H1rjpm4uo2_500.jpg

wtorek, 27 sierpnia 2013

Dzień 1.: Fit Test Najgorszy bieg w dziejach

Wyszłam z domu, żeby pobiegać, a ponieważ nie miałam ochoty na żadne bicie rekordów, zaczęłam bieg z postanowieniem, żeby zrobić jedynie minimum, które miałam w planie i to spokojnie, wolnym tempem, a potem wrócić do domu. Nie byłoby w tym nic złego, w końcu nie każdy dzień musi być dniem wielkich biegowych osiągnięć - problem polega na tym, że nie udało mi się wyrobić nawet tego głupiego minimum, mimo że wcześniej za każdym razem robiłam więcej, niż zakładał plan. Ten pamiętny bieg był gorszy niż mój pierwszy, a i tak byłam okropnie zmęczona. Wracając do domu (istny spacer wstydu), nie rozmyślałam nad tym, co mogło spowodować taki zły wynik, tylko co mogę zrobić, żeby to już się nie powtórzyło. Trening, który poprawi moją kondycję, wzmocni nogi i wyzwoli wewnętrznego wojownika? Insanity. Postanowione.

Dzień 2.: Plyometric Cardio Circuit

Insanity

Plyo, kochane Plyo. Ćwiczenia, na które można liczyć. ZAWSZE skopią ci tyłek. Możesz je zrobić milion razy, a i tak pozostają niezawodne. I jak tu ich nie kochać?

Mój tyłek został skopany już podczas rozgrzewki, ale odpoczęłam podczas rozciągania - tylko po to, żeby ćwiczenia zasadnicze mogły go skopać od nowa. Mówię poważnie. Nie mam pojęcia, ile razy upadłam na ziemię, próbując zrobić pompkę, ale na pewno dużo. Nie mam też pojęcia, ile razy musiałam się wycierać ręcznikiem, żeby się nie utopić we własnym pocie (co ja mówię? Kobiety się nie pocą, kobiety błyszczą) - w każdym razie pod koniec był bardzo mokry. Nie mam pojęcia, ile razy miałam ochotę zabić Shauna, ale układałam plany zbrodni, starając się nie myśleć o tym, jak bardzo jestem zmęczona.

Wiem za to, że skończyłam ten trening, leżąc na ziemi, nie mając siły nawet na podniesienie rąk do góry. I że moje nogi trzęsły się jak samochód, który nie może odpalić (autentyczne skojarzenie, być może takie rzeczy przychodziły mi do głowy ze zmęczenia). I że musiałam suszyć włosy suszarką, bo były tak mokre. I że CHCĘ WIĘCEJ.

Dzień 3.: Cardio Power & Resistance 
Insanity

Te ćwiczenia też kocham. Mimo tego, że przypominają mi o tym, jak bardzo słabe są moje ręce. A może właśnie dlatego - w końcu to szansa, żeby się wreszcie wzmocniły.

Dzień 4.: Cardio Recovery

Insanity 

W szkole uczono mnie, że "recovery" znaczy "regeneracja". Oszukali mnie, bo te ćwiczenia nie mają dużo wspólnego z regeneracją. Na pewno nie dla moich łydek, nękanych potwornymi zakwasami. Za tydzień pewnie zmienię zdanie, ale dziś... Ałć!

Dzień 5.: Pure Cardio Cardio Abs

Insanity

Zakwasy w łydkach nie dawały mi żyć. Nie było mowy, żebym dała radę zrobić Pure Cardio, więc postawiłam na coś, co nie będzie wymagać pracy nóg. Przynajmniej wydawało mi się, że nie będzie, ale rozgrzewka zgniotła moje nadzieje w proch. Mimo wszystko - zrobiłam ją, w wersji bardzo zmodyfikowanej, ale zrobiłam. Potem nastąpiły ćwiczenia zasadnicze, które oszczędziły moje łydki... i brzuch niestety też. Tylko tyle masz mi do zaoferowania, Shaun?!

Dzień 6.: Plyometric Cardio Circuit

Insanity

 Byłam w samym środku rozdziału "Targowiska Próżności", wciągającego, ciekawego, pięknie napisanego rozdziału, gdy nastała pora ćwiczeń. Nie muszę chyba mówić, że mi się nie chciało. Nie miałam najmniejszej ochoty na ćwiczenia, ale miałam ochotę na to, że móc biegać dalej i szybciej, więc ruszyłam tyłek i zaczęłam ćwiczyć. Rozgrzewka - nudy, nudy, nudy. Z trudem przez nią przebrnęłam, ale kiedy tylko skończyłam i poleciały pierwsze krople potu, włączyło się "Warrior Mode". Ooo tak, dzisiaj byłam wojownikiem. Wojownikiem, który cały czas dawał z siebie wszystko i ukończył ćwiczenia z dumą. A na dodatek - na stojąco. Cóż mogę powiedzieć - kondycha się poprawia!

Dzień 7.: Rest Day

Nudzę się... Kiedy następny trening?

niedziela, 25 sierpnia 2013

Jak poradzić sobie z zakwasami?

Źródło: wehearit.com

Jak powstają zakwasy?
Nazwa "zakwasy" pochodzi od kwasu mlekowego, który pierwotnie był uważany za ich przyczynę. Obecnie wiemy, że podczas intensywnego wysiłku, gdy nasze mięśnie nie dostają wystarczająco dużo zachodzi proces fermentacji mlekowej, w skutek której wydziela się kwas mlekowy, ale już po około godzinie jego poziom w organizmie wraca do normy. Co więc jest przyczyną zakwasów? Nic związanego z kwasem, więc ta nazwa przestaje być sensowna - powinniśmy używać terminu "opóźniona bolesność mięśniowa" (DOMS - Delayed Oneset Muscle Soreness).

W latach 80. przeprowadzono badania, które potwierdziły, iż po ekstremalnym wysiłku 20-30% włókien mięśniowych zostaje uszkodzonych. Uszkodzenia te (mikro-urazy) prowadzą do tzw. reakcji wtórnych, prowadzących do wrażliwości na ucisk, obrzęków, napięcia, sztywności i osłabienia, które my odczuwamy najczęściej następnego dnia (po nocnym odpoczynku) jako ból mięśni.

Jak zapobiegać? 
  • rozgrzewka - mam nadzieję, że konieczność wykonywania rozgrzewki przed ćwiczeniami jest dla każdego jasna jak Słońce. Intensywny wysiłek powinna poprzedzać intensywna rozgrzewka.
  • odpowiednia intensywność treningu - nie porywajmy się z motyką na słońce. Jeśli do tej pory nie ćwiczyłaś albo miałaś długą przerwę w treningach - zacznij od mniej intensywnego treningu, dostosowanego do Twoich możliwości.
  • cool-down - intensywnego treningu nie kończymy nagle, tylko wykonujemy ćwiczenia o coraz mniejszej intensywności aż do spoczynku.
Jak leczyć?
Przekopałam chyba cały Internet w poszukiwaniu sposobów na zakwasy, przetestowałam wszystkie, ale nic nie jest w stanie poradzić sobie z moimi obolałymi łydkami (Insanity dało mi najgorsze zakwasy życia). Wygląda jednak na to, że jestem jakimś patologicznym przypadkiem, bo ludzie zachwalają te sposoby, mówiąc, że pomogły im rozprawić się z uporczywymi zakwasami. Więc co takiego może (ale nie w każdym przypadku, niestety) nam pomóc?
  • gorąca kąpiel (lub sauna)
  • masaż sportowy
  • maści rozgrzewające
  • odpoczynek (sen)
  • zbilansowana dieta (zapewniająca białko, tłuszcze i węglowodany, z naciskiem na białko)

A co z treningiem? Tej kwestii dalej nie rozwiązałam, ponieważ opinie są skrajnie różne. Jedni mówią, że zakwasy należy rozćwiczyć, a inni - dać odpocząć. Mnie od dziecka przekonywano do tej pierwszej metody, ale teraz nie jestem taka pewna. W każdym razie nie mam zamiaru się obijać z powodu zakwasów - jeśli ból łydek nie ustąpi (no bo ileż można?!), to poćwiczę tylko górną część ciała.

wtorek, 20 sierpnia 2013

Muszę przyznać, że tytuł ćwiczeń od początku brzmiał obiecująco. Wszystko, co dobre w starym, klasycznym callaneticsie, udoskonalone dzięki nauce i technice. Tak mniej więcej to sobie wyobrażałam. Czy miałam rację?

Źródło: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10151412883210252&set=a.10151412883200252.830827.467185065251&type=3&theater

Prowadząca. Wszystkie wiemy, że trenerka odrywa dużą rolę podczas ćwiczenia z płytą. CE niestety nie jest prowadzone przez Callan i za to ma u mnie minusa - ale to tylko moje bardzo subiektywne odczucie, bo z jakiegoś powodu odczuwam dużą sympatię względem Callan i zawsze umila mi ćwiczenia (pewnie dlatego, że wyobrażam sobie, iż jestem jedną z uczennic, które przychodziły do jej attelier na dachu nowojorskiego wieżowca paręnaście lat temu... Bardzo chciałabym mieć do tego okazję). Ten program prowadzi Sandra Hanna, którą również bardzo polubiłam, ale to jednak nie Callan. Towarzyszą jej trzy inne trenerki: Judy, McKenzie i Karen.

Obecność tych trenerek jest dużym plusem - pokazują trzy różne poziomy zaawansowania, czego w oryginalnym wideo brakowało. Kolejną oznaką "ewolucji" są dwa nowe typy ruchów. W wideo z Callan pojawiały się tylko ruchy przód-tył/góra-dół. Teraz mamy do wyboru jeszcze ruch "obrotowy" i "spiralny" (chodzi o delikatne, pulsacyjne ruchy, które są podstawą callaneticsu). Trzecia rzecz - nieustanne przypominanie o angażowaniu mięśni przepony miednicznej. Podejrzewam, że ma to na celu zmniejszenie bólów miesiączkowych, a ponieważ ja takowych nie miewam, to trochę mi to przeszkadzało. Nie spotkałam się z tym przy żadnym innym programie, więc po prostu wydaje mi się to dziwne.


Bardzo podoba mi się to, że w pakiecie z ćwiczeniami dostajemy kilka ciekawych filmików: filmik wprowadzający, filmik pokazujący, jak wprowadzić callanetics do codziennych ruchów oraz filmik przedstawiający koncepcję callaneticsu, w którym Sandra tłumaczy m.in. jak wykonywać poszczególne pulsacyjne ruchy i dlaczego angażowanie mięśni miednicy jest takie ważne - ja niestety mam tylko część z ćwiczeniami, a bardzo chciałabym się dowiedzieć, o co chodzi z tą miednicą.

W CE ćwiczenia są rozłożone całkiem inaczej niż w oryginale:
  • rozgrzewka: bardzo podobna do tej z "10 years younger in 10 hours".
  • ćwiczenia na nogi: zawierają nie tylko ćwiczenia zasadnicze, ale też rozciąganie.
  • ćwiczenia na biodra i dolną część pleców: właściwie są to wariacje ćwiczeń z klasycznego programu, również i jedno zupełnie nowe. I przed, i po, i między ćwiczeniami mamy rozciąganie tych części ciała.
  • ćwiczenia na miednicę i uda: przynajmniej tak je nazywają... Dla mnie to pomieszanie z poplątaniem: dwa ćwiczenia na miednicę i uda (bardzo podobne do ćwiczeń z Callan), rozciąganie, ćwiczenie na tricepsy, kolejne ćwiczenie na miednicę i uda oraz jeszcze jedno rozciąganie.
  • ćwiczenia na brzuch: poprzedzone i zakończone rozciąganiem. To moja ulubiona część całego programu. Są zupełnie inne, niż ćwiczenia z "10 years younger in 20 hours" i, muszę przyznać, dużo lepsze - ciekawsze i skuteczniejsze. W tej części znajduje się też kolejne ćwiczenie na tricepsy. Nie wiem, czemu są tak pomieszane, ale dobrze, że w ogóle są - w oryginalnym wideo było tylko jedno, podczas rozgrzewki.
  • końcowe rozciąganie 
Ciężko mi powiedzieć, czy lepsze są oryginalne ćwiczenia, czy ich wyewoluowana wersja. Jak już pisałam, ćwiczenia na brzuch są niewątpliwie lepsze (teraz, gdy ćwiczę z Callan, wykonuję te ćwiczenia zamiast tych, które lecą na ekranie). Świetne są też ćwiczenia rozciągające - większość z nich włączyłam do mojego pobiegowego rozciągania.

Generalnie ćwiczeń jest więcej, ale za to poszczególne pozycje utrzymuje się krócej. Zapewne z tego powodu nie ma licznika, który odliczałby czas, ale dla mnie jest to minusem, ponieważ wprowadza wrażenie chaosu. Między innymi dlatego ciężko mi było podzielić program na poszczególne sekcje.

Do wykonywania tych ćwiczeń nie potrzeba specjalnych przyrządów - tak samo jak do wykonywania "10in10". Ja nie używałam niczego, ale dużo lepiej ćwiczyłoby mi się z matą. Oprócz tego przyda się coś do oparcia rąk podczas wykonywania ćwiczeń na nogi. Początkujący mogą zaopatrzyć się z poduszkę, natomiast zaawansowani w lekkie ciężarki (w filmie używają takich w kształcie kuli, ale nigdzie nie takich nie widziałam).

Jak widzicie, program ten ma zarówno swoje wady jak i zalety. Ciężko by mi było wybrać między nim, a "10 years younger in 10 hours", gdyby nie dwie rzeczy: pierwsza jest taka, że CE mnie zwyczajnie nudziło (czytaj: bardzo mi się dłużyło), a druga to efekty. Po "10in10" były szybsze i dużo bardziej widoczne.

Źródło: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10151799586740252&set=a.10151412883200252.830827.467185065251&type=3&theater

Powyższe zdjęcie przedstawia efekt po 12-15 treningach (znalezione na stronie Sandry), więc nie jest tak, że te ćwiczenia dają gorsze rezultaty - chyba tylko na mnie tak zadziałały. Niemniej jednak z tego (głównie) powodu nie mam zamiaru wracać do CE i pozostanę przy moim ukochanym callaneticsie z Callan.

piątek, 16 sierpnia 2013

Internet to okropny pożeracz czasu. Zazwyczaj. Siadasz na chwilkę przed komputerem i po chwili orientujesz się, że zmarnowałaś pół dnia. Czasem jednak potrafi zrobić co dobrego, na przykład nauczyć cię jak przyrządzić najlepszą owsiankę świata albo podsunąć ci pod nos wartościowy artykuł, który odmieni twój dzień. No i są jeszcze internetowe zakupy.

Źródło: weheartit.com

1. Zacznij dbać o swoje własne szczęście.
2. Zacznij dbać o swoje cele i marzenia.
3. Zacznij dbać o to, jak spędzasz swój czas.
4. Zacznij dbać o to, jak myślisz i o czym myślisz.
5. Zacznij dbać o to, jak traktujesz siebie samą.
6. Zacznij dbać o to, jak traktujesz innych.
7. Zacznij dbać o to, jak inni traktują ciebie.
8. Zacznij dbać o swoje zdrowie.
9. Zacznij dbać o swoją edukację i rozwój osobisty.
10. Zacznij dbać o dawanie z siebie wszystkiego.
11. Zacznij dbać o wszystkie wspaniałe rzeczy, które masz TERAZ.
12. Zacznij dbać o TEN moment, który nazywamy "życiem".

Takie rady przeczytałam dzisiaj na stronie http://www.marcandangel.com/ (link do artykułu). Normalnie prawdopodobnie zostawiłabym je sobie do przemyślenia "na później" (a wszyscy wiemy, co to oznacza), ale dziś akurat postanowiłam działać od zaraz i tak powstała lista rzeczy do zrobienia. Przynajmniej nie zmarnuję kolejnego wakacyjnego dnia, nie wiedząc, co ze sobą zrobić.

Źródło: weheartit.com

1. Obejrzeć dwa lub trzy odcinki bajek z dzieciństwa.
2. Kupić coś, o czym o dawna marzyłam.
3. Nie włączać komputera do końca dnia.
4. Zabawić się w Pollyannę.
5. Zrobić coś dobrego dla ciała - domowe SPA.
6. Zrobić coś dobrego dla każdego znajomego, kogo dzisiaj spotkam (ew. powiedzieć coś miłego).
7. Być asertywna.
8. Jeść tylko zdrowe produkty.
9. Zrobić zaległe fiszki.
10. Iść pobiegać - tak długo, jak tylko będę mogła.
11. Zrobić listę 16 rzeczy, za które jestem wdzięczna.
12. Cały dzień doszukiwać się piękna w tym, co robię i fotografować drobne przyjemności.

Nie napiszę nic więcej, bo mam do zrobienia 12 ważnych rzeczy, ale zachęcam Was do przeczytania całego artykułu (link powyżej) i przemyślenia go.

niedziela, 11 sierpnia 2013

Czytając życiorys Callan, nie mogłam wyjść z podziwu - jej biografia jest niczym scenariusz filmowy! Przez to, czego dowiedziałam się o twórczyni callaneticsu jestem nim jeszcze bardziej zafascynowana i dlatego odnawiam mój nie-mam-pojęcia-czemu-zapomniany romans z tymi ćwiczeniami, a tym samym wypełniam noworoczne postanowienie. Postanowiłam przetestować program "Callanetics Evolution", tym razem nie zapominając o zrobieniu porównawczych zdjęć, jak to niestety zrobiłam podczas mojej przygody z ukochanym "10 years younger in 10 hours".

A tera bez marudzenia, przechodzę do niesamowitej historii Callan Pinckney.

Callan, a właściwie Barbara Biffinger Pfeiffer Pinckney, urodziła się 26 września 1939 roku w Savannah w stanie Georgia i tam też dorastała, wychowywana na prawdziwą damę z Południa, jak przystało na dziewczę z rodu Pinckney'ów. Tych samych Pinckney'ów, którzy odgrywali znaczącą rolę przy kolonizacji Ameryki i brali udział w tworzeniu konstytucji Stanów Zjednoczonych. Callan kontynuowała linię przodków, z których każdy dokonał czegoś znaczącego (tych, którzy jeszcze nie wierzą, że jej metoda ćwiczeń jej wyjątkowa, zachęcam do przeczytania mojego pierwszego wpisu na ten temat: Callanetics - photoshop wśród ćwiczeń.). Przykładowo: siedemnastoletnia Eliza Lucas Pinckney wynalazła metodę otrzymywania indygo - przez 30 lat najbardziej dochodowego towaru eksportowego kolonii. Jedną z osób niosących jej trumnę był sam George Washington. Syn Elizy wynegocjował z Francją układ, który dziesięć lat później umożliwił zakup Luizjany. Natomiast siedem wieków wcześniej Pinckney'owie uczestniczyli w inwazji Normandów na Anglię.

Jej dzieciństwo stało pod znakiem zmagań z wrodzonymi wadami postawy: skrzywieniem kręgosłupa, przesuniętymi biodrami oraz stopami tak mocno skręconymi do środka, że przez siedem lat musiała nosić szyny na nogi do samego pasa (niczym Forrest Gump), a kolejne dwanaście uczyć się baletu klasycznego, żeby poprawić swoją postawę.


Callan nigdy nie lubiła swojego uprzywilejowanego życia panny z dobrej rodziny. Zawsze marzyła o dalekich podróżach i poznawaniu świata na własną rękę, a nie z książek. Wyrzucano ją prawie ze wszystkich szkół, jednak udało jej się ukończyć 2 lata college'u. Do porzucenia nauki skłoniła ją pewna sytuacja na studenckiej zabawie, kiedy to przyłapała kolegów na podglądaniu dziewcząt przez dziurkę od klucza. Oburzona, że tacy ludzie mają być przyszłością kraju, sprzedała swoje książki i wróciła do domu. Jednak nie prowadziła życia, jakie młoda dziewczyna z bogatej rodziny mogłaby prowadzić, ponieważ ojciec surowo zabronił jej wyjazdów zagranicę dopóki nie ukończy college'u. Powiedział, że nie wytrzyma nawet trzech miesięcy bez jego wsparcia, co było dla Callan pierwszym wielkim wyzwaniem. Zatrudniła się jako ekspedientka w domu towarowym i oszczędzała każdy grosz na podróże, ograniczając przy tym swoje wydatki do minimum.

Callan na balu debiutantek w 1959 roku. Zdjęcie pochodzi jej książki.

W 1961 roku wreszcie doczekała się swojej wielkiej ucieczki. Wsiadła wtedy na statek handlowy do Niemiec i przez dekadę podróżowała autostopem po świecie, spełniając swoje marzenia i unikając przy tym burzliwych wydarzeń lat 60. w USA. I chociaż była to niewątpliwie niezwykła i pełna przeżyć "odyseja", to dla organizmu Callan była udręką.

Zaczęło się w Londynie, gdzie zarabiała na życie, odgarniając śnieg i węgiel. Nie była przyzwyczajona do tak niskich temperatur, więc żywiła się kilogramami wysokoskrobiowych produktów, dzięki którym jej ciało okryło się warstwą ogrzewającego tłuszczyku - w krótkim czasie przytyła 11 kilogramów (z 47 do 58 przy wzroście 150 cm) i dorobiła się rozstępów. Następnie postanowiła pojechać do Afryki. Kupiła więc wielki plecak, który nosiła na plecach przez następne 9 lat. Spędziła rok w afrykańskim buszu, podążając za stadami zwierząt wraz z plemionami nomadów. Wysiłek (praca fizyczna i noszenie ze sobą ciężkiego plecaka, ważącego tyle co ona sama, obciążającego ramiona, plecy i kolana) oraz nieregularne (często niedostateczne) odżywianie wycieńczyło jej organizm. Kolejnym problemem były biegunki wywołane przez amebę, które dodatkowo wyniszczały jej ciało, doprowadzając do zasłabnięć i gwałtownej utraty wagi. W najgorszych momentach ważyła 35 kilogramów. Mięśnie jej pośladków były tak zwiotczałe, że musiała podkładać sweter pod pupę, bo gdy siedziała, siedziała na kościach miednicy, co sprawiało jej wielki ból. Gdy kładła się spać, musiała wkładać między kolana kawałek materiału, żeby ich nie poodgniatać.

Na tym zdjęciu widać, jak wyglądało jej ciało. Spójrzcie na brzuch wydęty z powodu niedożywienia. "W ogóle nie mogłam napinać mięśni i wcale nie miałam siły. Byłam jeszcze przed trzydziestką, ale czułam się na 130!". Zdjęcie pochodzi z książki Callan.

Oprócz uszczerbków na zdrowiu Callan doznała wielu wrażeń, robiła mnóstwo ciekawych rzeczy, przez które jej życiorys czyta się jak powieść. Już same prace, które wykonywała brzmią niesamowicie: malowała pokłady frachtowca, sprzedawała orzeszki na dachu wieżowca w Tokio, była spikerką w reklamach, pisywała do gazety o swoich podróżach, projektowała mini-spódniczki, uczyła angielskiego dzieci  Chin i zatrudniała zachodnie kelnerki do pracy w japońskiej restauracji. Chociaż ominęła lata 60. w Stanach, to wcale nie ominęły ją inne problemy: z Środkowej Afryki wyjechała, gdy nasiliły się rozruchy. W krytycznym stanie trafiła na Cypr, gdzie musiała być ewakuowana ze szpitala, by zrobić miejsce rannym. W Bombaju zaskoczył ją nalot powietrzny, ale została uratowana przez dwóch mężczyzn, którzy wciągnęli ją do bramy.

Podczas podróży zupełnie przestały interesować ją wydarzenia polityczne i gospodarcze na świecie. Dbała tylko o bezpieczeństwo, czystą wodę i żywność oraz miejsce do spania. Mieszkała głównie wśród niższych klas społecznych, pozbawiona wygód, które do tej pory były dla niej oczywistością. W krajach, w których mieszkała, nie było napisów czy plakatów po angielsku, dlatego po powrocie do kraju zastanawiała się, skąd ludzie znają nazwy ulic - sama zupełnie oduczyła się spoglądania na tabliczki z nazwami ulic. Takie warunki odcisnęły na niej piętno - do końca życia zawsze, nawet latem, nosiła przy sobie sweter ze strachu przed zmarznięciem.

Swoim ciałem zaczęła na nowo interesować się podczas pobytu w Japonii. Wróciła do Londynu w celu odbudowania zdrowia. Lekarze doradzali jej operację kolan, wyrokowali, że jej pleców nigdy nie będzie można wyleczyć. Kiedy wróciła do USA, wyglądała tak okropnie, że jej matka zemdlała, widząc ją wysiadającą w samolotu. W 1972 roku zaczęła pracować w gabinecie masażu, ale odeszła stamtąd, ponieważ nie podobał jej się sposób, w jaki obchodzono się z ciałami klientek. Po rzuceniu tej pracy, zaczęła na własną rękę eksperymentować z ćwiczeniami, opierając się w dużej mierze na sposobie poruszania się, którego nauczył ją balet. Starała się nie robić niczego, co mogłoby wywołać ból pleców. I tak narodził się callanetics.

Zdjęcie z książki Callan.

Na początku przyjmowała uczniów we własnym domu, z drążkiem baletowym przykręconym do szafy, dzięki czemu uczniowie mogli podziwiać jej skromną garderobę. Po kilku latach zaczęła uczyć w swoim apartamencie na dachu nowojorskiego wieżowca, zapewniając każdemu ćwiczącemu indywidualną opiekę. Z czasem coraz mniej angażowała się w prowadzenie zajęć na rzecz pisania książek i kręcenia filmów, z których każde (10 książek, 8 filmów) okazało się wielkim sukcesem.

Callan poświęciła 20 lat, by stworzyć jak najbardziej kompletną i skuteczną technikę. Technikę, która naprawdę zrewolucjonizowała fitnessowy świat. Nigdy nie zależało jej na sławie i pieniądzach, które przyszły razem z rosnącą popularnością callaneticsu. Najbardziej lubiła uczyć ludzi i widzieć, jak ich ciało się zmienia. Wiedza, że miała duży wpływ na ich życie dodawała jej skrzydeł.

Źródło: Google Grafika


Wraz z przejściem Callan na emeryturę callanetics stawał się coraz mniej popularny. Ostatnimi laty, Callan starała się przywrócić mu dawną sławę. Podczas jej "nieobecności" różne organizacje starały się wznieść callanetics na inny poziom, wprowadzały nowe zmiany, by uczynić te ćwiczenia jeszcze bardziej efektywnymi. Chociaż Callan nie spierała się co do słuszności tych zmian, chciała powrócić do podstaw i zachować oryginalne piękno callaneticsu dla przyszłych pokoleń.

Callan zmarła 1 marca 2012 roku w Savannah.

Tak wyglądało jej ciało dzięki callaneticsowi.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...